Przewaga chmur

30°C

Pisa

Przewaga chmur

Wilgotność: 54%

Wiatr: 28.97 km/h

  • 20 Lip 2017

    Rain 30°C 18°C

  • 21 Lip 2017

    Zachmurzenie małe 30°C 18°C

Rimini

Kamera na plażę Renata w Rimini.

Bliskie sąsiedztwo Campingu Italia.

Zdjęcie odświerza się co kilka minut.

Kamera plażę Renata w Rimini


Włochy i Lazurowe Wybrzeże - wyjazd camperem w 2012r.

Powrót do Włoch, czyli szukamy campera.

Urlop 2012 zaplanowaliśmy w połowie czerwca. Postanowiliśmy wrócić do Włoch ale tym razem od strony Morza Śródziemnego. Zastawialiśmy się czy spędzić go bardziej stacjonarnie w wynajętej kwaterze czy mobilnie. Po przewertowaniu internetu nie natknęliśmy się na ciekawe oferty wynajmu domów czy pokoi. Zacząłem się rozglądać za wynajęciem campera. Okazało się, że bardzo interesujący pojazd jest w Wyszkowie. Potem już tylko telefon z pytaniem o dostępność terminu            i oglądanie pojazdu w wypożyczalni. Parę kilometrów już takim pojazdem przejechałem, więc zapoznanie się z camperem zajęło mi parę minut. Pojazd praktycznie nowy, z wszelkim niezbędnym wyposażeniem typu krzesła, przedłużacze i nie było się co długo zastanawiać. Decyzja zapadła i zarezerwowaliśmy wstępnie pojazd na koniec lipca. W następnym tygodniu już tylko krótkie negocjacje cenowe i podpisanie umowy.  Może nie spędzę urlopu jak król ale za to w Baronie. Mam 7 metrowe   i 7 osobowe mieszkanie na kołach, w którym nadal są 3 miejsca wolne. Telefon do kolegi z propozycją nie do odrzucenia          i mamy komplet turystów na wyprawę. W ten sposób zyskałem bezpiecznego kierowcę na zmianę za kierownicą. Trzeba przyznać, że nawet duży camper nie oferuje zbyt wiele przestrzeni dla tylu osób ale to w końcu tylko środek lokomocji             i sypialnia. Poza tym już w dwie rodziny przejechaliśmy wspólnie mnóstwo kilometrów i nie miałem obaw dotyczących zgodnego wypoczynku na kilku metrach kwadratowych. Pozostało nam tylko czekać na urlopek. Wstępny plan odwiedzenia Włoch rozszerzyliśmy jeszcze o krótki pobyt na Lazurowym Wybrzeżu we Francji.
Dni do wyjazdu minęły szybko w nawale pracy. Wszelkie zakupy na drogę i częściowo na wyjazd już zgromadzone. Nadszedł dzień odbioru pojazdu. Po krótkich formalnościach zasiadłem za kierownicą z nieukrywaną radością. Pierwsze wrażenia z prowadzenia pojazdy bardzo pozytywne ale poważniejszą opinię na ten temat trzeba jeszcze poczekać. Zobaczymy jak się sprawdzi na długiej trasie. Teraz do domu, zapakować wszystko do środka i w drogę.

Jedziemy na Lazurowe Wybrzeże

Wyruszamy z samego rana w kierunku Niemiec. Wyjeżdżamy z Warszawy bez korków i jedziemy w kierunku granicy prowizorycznymi autostradami na Euro. W pierwszym dniu naszym celem jest dotarcie na południe Niemiec. Trasa wiedzie przez Poczdam i Norymbergę. Mamy do przejechania około 1000 km a dalej jak się uda. Camperek z umiarkowaną prędkością połyka kilometry a pasażerowie już zdążyli się oswoić z myślą, że jadą na urlop. Dzień umyka bezlitośnie i nastaje wieczór. Wraz z przejechaną odległością powoli kończy się paliwo. Potworna pomarańczowa lampka na tablicy wskaźników zapaliła się na stałe. Koło godziny 22 zajeżdżamy na stację benzynową w okolicach Ulm. Wyłączam silnik pod dystrybutorem i gaśnie światło na całej stacji. W pierwszym odruchu pomyślałem, że coś popsułem. Obsługa przekazała nam, że mają awarię prądu i naprawa potrwa pół godziny. Trudno poczekamy, w końcu mamy czas. Niestety to była ta optymistyczna wersja i jak się okazało problem będzie dopiero rozwiązany rano. Miła pani zaprosiła nas do nocowania na parkingu. Nie mieliśmy innego wyjścia, ponieważ najbliższa stacja była za prawie 50 km a paliwa na dnie. W sumie wyszło na dobre. Zjedliśmy kolację         i przenocowaliśmy bezpiecznie.  Rano zatankowaliśmy już bez problemu i wyruszyliśmy dalej na południe. Po drodze postanowiliśmy zajrzeć nad Jezioro Bodeńskie. w związku z tym, że kolega podarował nam winietę na Szwajcarię najbardziej po drodze było nam do Lindau. Tam dosyć wąskimi ulicami dojechaliśmy na camping. Nie zależało nam na dłuższym pobycie lecz na zaparkowaniu campera na czas zwiedzania miasta. Camping w Lindau oferuje dwie opcje pobytu. Droższa obejmuje pobyt na kempingu wraz z korzystaniem ze wszystkich udogodnień a tańsza postój na camperparku położonym przed wjazdem gdzie doba kosztuje 10 Euro. Zwiedziliśmy pobieżnie camping, który wygląda bardzo dobrze. Jest czysto i przestronnie. Godny polecenia dla osób, które chcą tam spędzić dłuższy czas. My nie skorzystaliśmy, ponieważ dowiedzieliśmy się, że w centrum Lindau jest parking przeznaczony dla camperów. Miejsce bezpieczne i idealne do pozostawienia pojazdu na kilka godzin. Postój na parkingu może trwać maksymalnie do 24 godzin. Pierwsze 2 godziny kosztują 1,50€, każda następna 0.7€ a doba 10€. Przy wjeździe jest miejsce serwisowania campera. Do Jeziora Bodeńskiego jest jakieś 10 minut piechotą. Niestety nasz pobyt trwał krócej niż planowaliśmy. Po dotarciu do centrum Lindau rozpadało się strasznie i w związku z tym zwiedzanie miasta ograniczyliśmy do minimum a szkoda, bo jest co pooglądać. Ruszyliśmy dalej z zamiarem dotarcia na Lazurowe Wybrzeże. Przeprawa w deszczu krętymi  alpejskimi drogami przez Lichtenstein i Szwajcarię bardzo nas spowolniła ale nie była stratą czasu. Podziwialiśmy wspaniałe góry i wodospady. Po drodze w Szwajcarii przestało padać i pojawiło się słońce, które nie opuściło nas do samego końca pobytu na urlopie. Autostradami przez Mediolan i dalej wzdłuż Morza Śródziemnego dojechaliśmy późnym wieczorem do Antibes. Zaczęliśmy się rozglądać za jakimś miejscem na nocleg. Niestety w okolicy brak jakiegokolwiek campingu, na którym można przenocować. Z pomocą przyszli na policjanci. Z uzyskanych od nich informacji wynikało, że jedynym miejscem na postawienie campera jest plaża miejska. Ostrzegli nas abyśmy nie wystawiali stołu i nie rozwijali rolety. Po znalezieniu wiaduktu, pod którym dał radę przejechać nasz wysoki na 3,1m samochód dotarliśmy nad morze. Wzdłuż drogi przy kilkukilometrowej plaży był parking, gdzie już stanęło na nocleg kilka pojazdów campingowych. Znaleźliśmy miejsce dla swojego i tym samym zakończył się pierwszy etap naszej podróży. Ten mały sukces uczciliśmy małym co nie co na lodzie siedząc na wielkich kamieniach i wsłuchując się w szum fal.

Camperem z Monaco do Toskanii

Rano budzimy się, otwieramy drzwi i mamy campera z widokiem na morze. Pogoda piękna i postanawiamy odpocząć nad morzem po dwudniowej podróży. Wyciągamy sprzęt plażowy i oddajemy się całodniowemu lenistwu w promieniach słońca      i kąpielom w ciepłym morzu. Późnym popołudniem wyruszamy do odległego o około 40 km Monaco. Z wyczytanych            w internecie informacji jedynym miejscem do bezpiecznego zaparkowania campera jest parking podziemny mieszczący się     w centrum miasta. Znajdujemy go bez problemu. Niestety ostrzeżenia zawarte w opisie okazują się prawdziwe. Na parkingu niestety nie ma wolnego miejsca na nasz pojazd. Obsługa przekazała nam, że dla campera 7 metrowego takiego jak nasz dysponuje jednym miejscem, które przeważnie jest zajęte, co zresztą nam pokazali. Dla samochodu o długości ok. 5m. jest kilka miejsc i w zasadzie nie ma problemu z zaparkowaniem. niestety nie bardzo nas to pocieszyło. Poza tym na ulicy nie ma miejsc gdzie można by było stanąć tak dużym pojazdem. Jednego campera widzieliśmy zaparkowanego na wjeździe do Monaco ale to rozwiązanie ani bezpieczne, ani wygodne. Odległość do centrum Monaco, to jakieś 2-3km. w dół i niestety potem trzeba podejść. Zdecydowaliśmy się poszukać campingu w okolicy, zostawić tam nasz dobytek i wrócić do Monaco komunikacją publiczną. Dowiedzieliśmy się, że najbliższy camping znajduje się w Menton oddalonym o 13km. Do miasta dojechaliśmy w kilkanaście minut, nawigacja pokazywała lokalizację campingu, więc jej zaufaliśmy. Niestety wyprowadziła nas "w maliny", do portu gdzie skończyła się ulica. Dojazd zakończył się czymś w rodzaju egzaminu na prawo jazdy, czyli cofaniu po łuku jakieś 300m. wąską uliczką zastawioną zaparkowanymi samochodami. Tylko autko nie przypominało tego maleństwa   z literką L na dachu. Po dłuższej konwersacji z policjantami mieliśmy blade pojęcie jak trafić na camping, który jest ukryty na wzgórzu. Poradzili nam, abyśmy kierowali się drogowskazami na park, ponieważ żadnych wskazówek dojazdowych do campingu nie ma. Po krótkim błądzeniu z pewnymi obawami aby nie skończyło się jak przed chwilą wjechaliśmy w uliczkę prowadzącą do parku. Po kilkudziesięciu metrach był już drogowskaz kierujący na kemping a zaraz za nim znak zakazu wjazdu dla pojazdów powyżej 8m..Ulica była na tyle wąska i kręta, że przy podjeździe trzeba zachować ostrożność. Na miejscu wskazano nam godziwe miejsce na postój wśród drzew oliwnych. Mimo dosyć późnej pory chcieliśmy jednak pozwiedzać Monaco. Sympatyczna Pani z obsługi przekazała nam, że z miasta można tam dojechać pociągiem albo autobusem z miasta. Najkrótszą drogą było zejście schodami znajdującymi się na tyłach campingu. Zeszliśmy do centrum ale okazało się, że żaden     z miejskich środków lokomocji już nie kursuje i pozostaje spacer po Mentonie. Miasto ładne, turystyczne ale niewiele więcej mogę na jego temat napisać. Warto dodać , że jest w nim kasyno i dobre lody. Wróciliśmy do campera pokonując w pocie czoła kilkaset schodów pod górę. Na trzecie podejście do zwiedzania księstwa się nie zdecydowaliśmy. Pewnie będzie jeszcze okazja powrócić. Następnego dnia w drodze do Toskanii dla osłody porażki zajechaliśmy z kilkugodzinną wizytą do Sanremo. Miasto znane z festiwali jest nastawione na turystykę i jak całe Włochy przyjazne turystom. Po wjechaniu do Sanremo             z autostrady kierujemy się w prawo. Wprawdzie był to kierunek przeciwny od centrum miasta ale odkryliśmy bardzo sympatyczny camperpark nad brzegiem morza. Miejsce tanie i godne polecenia na nocleg dla camperowej braci. Z rozbiciem namiotu też nie było by problemu. Zawróciliśmy do centrum Sanremo. Z zaparkowaniem pojazdy nie mieliśmy żadnego problemu. Znajduje się tam bardzo duży płatny ale niedrogi parking pod palmami położony przy brzegu morza. Samo miasto nie jest wielkie ale bardzo urokliwe i przyjemne. Podczas naszego krótkiego pobytu przeszliśmy przez miasto do portu              i z powrotem. Czasu nie mieliśmy zbyt wiele, ponieważ chcieliśmy dotrzeć w okolice Pizy drogami lokalnymi rezygnując           z poruszania się autostradami. Jechaliśmy przez miasta i miasteczka prawie cały czas nad morzem i podziwialiśmy widoki Ligurii i Toskanii. Przed wieczorem dotarliśmy do Pizy a po zmierzchu do Marina di Pisa gdzie chcieliśmy zostać na kilka dni. Pozostało nam tylko rozejrzeć się za jakimś campingiem.

Pobyt w Marina di Pisa w Toskanii

Pierwszym campingiem za centrum Marina di Pisa jest New Camping Internazionale. Zatrzymaliśmy się przed nim w poszukiwaniu postoju na kilka dni. Recepcjonista pokazał nam bardzo ładne i duże miejsce ale powiedział, że niedaleko jest drugi camping i możemy sobie wybrać, który nam bardziej odpowiada. Za jego namową pojechaliśmy obejrzeć Camping Mare E Sole. Tam bardzo uczynni ludzie obwieźli nas melexem w poszukiwaniu miejsca, które by nam odpowiadało. Na żadnym nasz 7 metrowy pojazd się nie mieścił. Wróciliśmy na poprzedni camping i tam pozostaliśmy. Nasz wybór okazał się bardzo dobry ze strategicznego punktu widzenia turysty, ponieważ przy bramie znajduje się przystanek komunikacji miejskiej skąd bez problemu można dojechać do Pizy a w odległości 2,5km jest market popularnej we Włoszech sieci Coop. Teraz jednak postanowiliśmy się polenić w Toskanii. Camping posiada prywatną plażę, do której dojście jest przez ulicę ze sprawnie działającą sygnalizacją świetlną. Plażowanie jest darmowe zapłaty wymaga wypożyczenie leżaków ale nie jest to konieczne. Przy wejściu na plażę jest dobrze zaopatrzony bar gdzie można nagrzany organizm schłodzić napojem, lodami bądź zimnym piwem. Wieczorem plaża zamienia się w nastrojowy beach bar oświetlony świeczkami gdzie przy drinku można podziwiać zachód słońca nad Morzem Śródziemnym i miło spędzać czas.
Camping nie wyróżnia się niczym szczególnym, natomiast posiada wszystkie udogodnienia potrzebne do spokojnego wypoczynku. Obsługa dba o czystość otoczenia i węzłów sanitarnych, których jest kilka i nie ma żadnych problemów z dostępem do pryszniców czy toalet. Na terenie znajdują się kawiarnia i sklep a także stanowisko serwisowania camperów. Teren jest przestronny i wątpię aby tam kiedykolwiek ktoś został odprawiony z powodu braku miejsca.
W drugim dniu pobytu po południu postanowiliśmy pojechać do Pizy. Skorzystaliśmy z komunikacji miejskiej, która jest w miarę tania i niezawodna. Bilety można kupić u kierowcy. Po około pół godziny dojechaliśmy do Pisy i wysiedliśmy na przystanku przy Via Nino Baxio. Poszliśmy zabytkowymi ulicami do Campo dei Miràcoli ( Pole Cudów ) gdzie znajduje się Krzywa Wieża w Pizie czyli Torre pendente di Pisa. Po drodze za mostem na rzece Fiume Arno warto zwrócić uwagę na gotycki kościółek Santa Maria della Spina. Docieramy do Pola Cudów, które robi na nas duże wrażenie. Na potężnym placu oprócz Krzywej Wieży w Pizie znajduje się Katedra i Baptysterium. Wszystko to otoczone jest murem i czujemy jak byśmy się przenieśli w czasy średniowiecza. Setki turystów w śmiesznych pozach ustawiają się do zdjęć na tle Krzywej Wieży. Część z nich chce ją przewrócić a inni podeprzeć. Mieliśmy z tego niezły ubaw. Zdecydowanie polecam odwiedzenie Pizy. Warto zwiedzić zabytki i pospacerować po tym zabytkowym mieście aby poczuć jego klimat. Zachęcam także do spróbowania popularnego w Toskanii piwa Moretti i skosztowania bardzo dobrej pizzy. Na camping wróciliśmy wieczorem trochę zmęczeni ale bardzo zadowoleni z wycieczki. Nasz pobyt w słońcu Toskanii nad Morzem Śródziemnym powoli dobiegał końca. Pozostał jeszcze jeden dzień, który poświęciliśmy plażowaniu i spacerowi po Marina di Pisa. Trzeba przyznać, że bardzo wiele osób jest zakochanych w tym rejonie Włoch i bardzo słusznie. Klimat i położenie Toskanii sprzyjają dobremu wypoczynkowi. Jeśli do tego dołożymy możliwość zwiedzenia wielu ciekawych miejsc, to sprawia, że się nie chce wyjeżdżać.

Wzdłóż Morza Śródziemnego do Rzymu

 

W związku tym, że część naszej paczki odwiedziła Włochy po raz pierwszy następnym etapem podróży jest Rzym. Nadal postanowiliśmy nie korzystać z autostrad i decyzja ta okazała się bardzo słuszna. Jechaliśmy wzdłuż Morza Śródziemnego przez Livorno, Grosetto tak jak prowadzi autostrada A12 tylko lokalnymi drogami. Cały czas podziwialiśmy wspaniałe widoki. Najpierw morze a potem wzgórza z gajami oliwnymi, akwedukty i stare budowle z kamienia. Przejeżdżaliśmy przez miasta z zabytkowymi murami. Widzieliśmy Włochy i ich klimat czyli wszystko czego nie można zobaczyć z autostrady. Jako nasze miejsce wypadowe wybraliśmy sprawdzony  camping Happy Village Rome, opisywany przeze mnie w relacji naszego wyjazdu do Włoch w 2009 roku. Przed wyjazdem z Polski upewniłem się mailowo czy nie będzie problemu z miejscami. W odpowiedzi otrzymałem:
Dear Sir,

for the campsite the reservation is not required, you can arrive directly
and find a nice place for your camping car.

We are looking forward to welcome you.


Oczywiście bez problemu znalazło się godne rozmiarowo miejsce na naszego campera blisko restauracji i basenu.
Zwiedzania Rzymu i Watykanu nie będę opisywał, ponieważ skoro się nie zmienił przez setki lat, to przez kilka tym bardziej. Zainteresowanych odsyłam do relacji z poprzedniego wyjazdu camperem do Italii. Tym razem zwiedzaliśmy starożytne zabytki jednego dnia i wróciliśmy na camping a następnego dnia pojechaliśmy do Rzymu camperem, odwiedziliśmy Watykan i wyjechaliśmy w stronę Adriatyku.

 

Przejazd camperem przez Apeniny nad Adriatyk

Przez Rzym przejechaliśmy bez najmniejszych kłopotów. Nawigacja nadal ustawiona na pomijanie autostrad skierowała nas na północ. Do przejechania pozostało niecałe 270 km do Pineto nad Adriatykiem. Jako cel etapu wybraliśmy przyjazny i znany z poprzedniego wyjazdu Camping International Torre Cerrano. Za Rzymem w markecie uzupełniliśmy nasze zakupy i ruszyliśmy w stronę Apeninów. Po około połowie drogi prowadzącej przez malownicze tereny znaleźliśmy się u podnóża gór. W okolicy miasta Arischina droga jest kręta ale nie nastręcza trudności przy prowadzeniu campera i uważam, że błędem było by tamtędy nie jechać. Mniej więcej po środku Apeninów zjechaliśmy na parking i urządziliśmy sobie krótki piknik. Nawet nie myślałem, że tak smakuje aromatyczna kawa i świeże owoce na szczycie góry, z której można podziwiać fantastyczne krajobrazy. Niestety trzeba ruszać dalej ale już dosłownie i w przenośni mamy z górki. Do Pineto docieramy pod wieczór. Przypomniałem się właścicielowi campingu, który skojarzył nasz pobyt u niego sprzed kilku lat. Teraz już niejako po znajomości dostaliśmy dobre miejsce na naszego campera i jak się okazało za trzy dni przy płaceniu przed wyjazdem zniżki na pobyt i żetony kąpielowe w gratisie. Widać, że przy opisie wyjazdy z 2009r. nie pomyliłem się co do niego. Nasz pobyt rozpoczęliśmy od kąpieli w morzu, która odprężyła nas po zwiedzaniu Watykanu w upale i kilkugodzinnej podróży. Potem kolacja i skromy toast za szczęśliwe przybycie nad Adriatyk. Następne dni minęły nam korzystaniu ze słońca i morza czyli na błogim lenistwie. Trzeciego dnia przed południem wyruszamy w kierunku Rimini. Po drodze zajeżdżamy do San Mario aby tym co nie widzieli pokazać księstwo a sobie odświeżyć wspomnienia. Tym razem nie błądzimy i od razu kierujemy się na parking nr 10. W zasadzie nic się od naszego ostatniego pobytu w San Marino nie zmieniło. Może tylko mniej Polaków pracuje tam w niezliczonych sklepikach i knajpkach a więcej Ukraińców. Księstwo wszystkim się podobało, szczególnie paniom, które miały okazję pozaglądać do sklepów, które oferują niezliczony asortyment. Późnym popołudniem wracamy do Rimini w poszukiwaniu noclegu. Odwiedzamy pierwszy camping przy wjeździe do miasta ale niestety brakuje na nim miejsc. Niestety musimy szukać dalej. W międzyczasie wysyłamy smsa do bywalców Rimini z pytaniem o camping. Okazuje się, że po drodze mamy kemping Italia. Na miejscu okazuje się, że z miejscami nie ma problemu ale ja jako człowiek przekorny postanawiam jeszcze pojechać kawałek na północ do Bellari na camping, który odwiedziliśmy podczas poprzedniego pobytu. Niestety miejsc brak i wracamy z powrotem. Camping Italia to kilka hektarów zacienionych drzewami dla miłośników niezorganizowanego wypoczynku. Mimo dużej ilości gości nie panuje tam tłok i myślę, że zawsze można znaleźć miejsce. Na kempingu nie spodziewajmy się luksusu choć jest wszystko czego potrzebują turyści. Nie trzeba stać w kolejkach do toalet. Wszystkie podstawowe produkty spożywcze i przemysłowe znajdziemy na miejscu, w sklepie. Poza tym nie można zapomnieć, że znajdujemy się w Rimini, centrum najbardziej popularnego i rozrywkowego miasta nad Adriatykiem we Włoszech. Przy plażach organizowane są koncerty a nocne życie kwitnie w sezonie. Z punktu widzenia leniwego wypoczynku ważne jest, że możemy korzystać w ramach pobytu z prywatnej plaży odległej od campingu o jakieś 100m. My z dużą radością z niej korzystaliśmy. Kilkudniowy pobyt w Rimini minął jak sen i trzeba było ruszać dalej. Tym razem w kierunku Wenecji a potem w do Polski. Szkoda, że urlopy są takie krótkie.

Powrót z Wenecji do Polski

Dojazd z Rimini do Wenecji to niespełna 200km. Jechaliśmy prawie cały czas nad Adriatykiem i trzeba przyznać, ze trasa jest bardzo przyjemna ze względów widokowych. Pierwszym celem miał być Camping Venezia ale jak to bywa przy spontanicznym podróżowaniu plany się zmieniły zupełnie przypadkiem. Pojechałem nie tą ulicą, którą powinienem i chcieliśmy zapytać o drogę. Zjechaliśmy na parking przy jakiejś restauracji. Po krótkiej konwersacji z przemiłymi Włochami zaproponowali abyśmy zostawili samochód u nich a oni za parę Euro podwiozą nas do Wenecji busem a wrócimy autobusem. Propozycja była bardzo rozsądna i na nią przystaliśmy. Za kilkanaście minut już mogliśmy pływać po Grande Canale. W zasadzie niekoniecznie, ponieważ okazało się ku mojemu zdziwieniu, że tramwaje wodne nie pływają kanałem a południową strona wyspy od strony portu. Szkoda bo pozbawia to turystów wielu atrakcji widokowych. Wenecję zwiedzaliśmy standardowo od Piazza San Marco. Przez kilka godzin błądziliśmy uliczkami i przechodziliśmy przez niezliczone mostki nad kanałami. Nadal twierdzę, że miasto ulega zniszczeniu ze względu na swoje położenie i działanie morskiej wody. Nie zmienia to faktu, że nadal jest piękne i zdecydowanie godne zobaczenia. Klimat Wenecji jest niepowtarzalny. W drodze powrotnej do Piazzale Roma poiliśmy się wyborną pizzą i doszliśmy do wniosku, że w zasadzie nie mamy potrzeby nocować na campingu i możemy ruszyć w drogę w stronę Polski. Zaoszczędzimy w ten sposób trochę pieniędzy i czasu, który wykorzystamy na odwiedzenie naszego przyjaciela pod Zakopanym. Autobusem do campera dodarliśmy w kilkanaście minut, podziękowaliśmy za gościnę i ruszyliśmy w drogę. Po kilkudziesięciu kilometrach zjedliśmy kolację na parkingu przy stacji benzynowej gdzie natknęliśmy się na plagę komarów, które były głodne tak jam my w wyniku czego odnieśliśmy niewielkie uszczerbki na zdrowiu. Posileni i napici ruszyliśmy w kierunku Austrii. Prowadziłem campera spokojnym tempem bez niespodzianek poza kontrolą drogową Karabinierów znudzonych nocną służbą. Pasażerowie rozmieścili się wygodnie na fotelach i spali jak niemowlęta po wyczerpującym marszu przez Wenecję. Nawet jak zatrzymałem się po winietę austriacką nie mieli ochoty się budzić. Ja dziwnie pełny sił jechałem dalej. Koło północy mimo braku objawów zmęczenia zacząłem się rozglądać za jakimś miejscem na nocleg. W końcu zjechałem na stację benzynową przed Klagenfurt am Wörthersee. Okazało się, że obok jest hotel z rozległym parkingiem gdzie bez kłopotu można stanąć na noc. Dopiero rano okazało się, że przejechałem przez Alpy, które zostały już kilkadziesiąt kilometrów za nami a stoimy przy brzegu pięknego jeziora. Mogliśmy podziwiać fantastyczną panoramę z górami w tle. Ruszyliśmy w dalszą drogę. Muszę przyznać, że parkingi przy autostradach w Austrii nie mają sobie równych. Wszędzie czysto, prysznice a nawet darmowe WIFI. Niestety pogoda dała nam znać, że opuściliśmy słoneczną Italię i było znacznie chłodniej. Im bliżej Zakopanego tym temperatury niższe a polską granicę przekraczaliśmy już w deszczu. Na szczęście góralska gościnność i gorąca atmosfera wynagrodziły nam po części podłą pogodę. Następnego dnia dotarliśmy bez przeszkód do domu.

Podsumowanie wyjazdu

W sumie camperem Fiat Enlagh Baron 47D przejechaliśmy 5500km. Samochód sprawował się bez najmniejszego zarzutu. Zgodnie z homologacja pojazd posiada 7 miejsc do jazdy i 7 miejsc do spania w konfiguracji 2+2+1+1+1. Przy czym 6 miejsc dla osób dorosłych i jedno niepełnowymiarowe dla dziecka. Silnik 2.0 o mocy 115KM raczej skłania do spokojnej jazdy ale nie sprawił większych problemów przy stromych podjazdach. Do samochodu o tych gabarytach mógł by być mocniejszy. Niestety zdecydowali niemający pojęcia o tym rodzaju turystyki nasi zachłanni ustawodawcy, którzy campery traktują jak zwykłe zarobkowe busy i biorą pod uwagę, że taki pojazd jest wykorzystywany tylko w sezonie letnim i przejeżdża kilka tysięcy kilometrów w większości nie po naszym kraju. Akcyza na samochody campingowe o pojemności powyżej 2 litrów w wysokości 18,6 % jest totalną głupotą i zdzierstwem.
P.S. Rozmawiałem z Polakiem zamieszkującym we Francji, szczęśliwym posiadaczem campera, który mi przekazał, że pełne ubezpieczenie całoroczne takiego pojazdu oscyluje w granicach 100 Euro. Tu już nie ma co komentować.

Galerie Włochy 2012

Lazurowe Wybrzeże

Pisa i Marina di Pisa

Rzym, Wenecja, San Marino

Lindau, Monaco, Monte Carlo, Sanremo

  • Polska-Autostrada A2
  • Niemcy
  • Lindau

Marina Di Pisa, Pisa

  • Marina Di Pisa
  • Marina Di Pisa
  • Marina Di Pisa

Rzym, Watykan

  • Rzym
  • Rzym
  • Rzym

San Marino, Rimini

  • San Marino
  • San Marino
  • San Marino