Drugi etap - włoskie wybrzeże Adriatyku, Wenecja, Wiedeń i powrót do Polski

camping-wenecjaPierwszym naszym celem jest Pescara lub jej okolice. Miasto położone nad samym morzem adriatyckim, od którego chcemy zacząć naszą wędrówkę na północ do Wenecji. Trasa z Monte Cassino  do Pescary jest łatwa i przyjemna bez trudnych podjazdów i zjazdów a łagodne zakręty nie wymuszają od kierowcy koncentracji tylko na jeździe.  Możemy rozkoszować się wspaniałymi krajobrazami Abruzyjskiej części Apeninów i świeżymi truskawkami zakupionymi w Cassino. U nas maj jest pierwszym ciepłym miesiącem a we Włoszech temperatury oscylują już na stałe w okolicach 24-26 stopni a więc w pobliżu naszych temperatur letnich. Zieleń łąk w malowniczych górskich dolinach Apeninów jest już pokryta kwiatami a w oddali szczyty górskie pokryte śniegiem. Takich widoków się nie zapomina a podróż staje się bardzo przyjemna. Muszę przyznać , że góry potrafią zaskakiwać. Camper dowiózł nas w najwyższe partie gór a za oknami nadal cieplutko. Wjechaliśmy do tunelu a przy wyjeździe ukazał nam się zupełnie inny krajobraz. Wszystko pokryte świeżym śniegiem a temperatura spadła do 6 stopni. Po kilku kilometrach wszystko wróciło do normy a więc do aury letniej. Niestety to nie koniec niespodzianek. Po camperze zaczął się rozchodzić dotkliwy smród, którego źródła nie dało się się nosem zlokalizować. Stanęliśmy na parkingu i rozpoczęły się poszukiwania, które zakończyły się dla nas zaskakująco. Okazało się, że przyczyną smrodu były truskawki albo ich opakowanie co przesądziło o końcu degustacji tych owoców. Dotarliśmy do Pescary późnym popołudniem. Zrobiliśmy zakupy i ruszyliśmy na poszukiwanie jakiegoś campingu. Niestety w mieście nic nie znaleźliśmy. Dopiero po wyjeździe na północ w kierunku Pineto po kilkunastu kilometrach trafiliśmy na Camping International Torre Cerrano. Jako jeden z niewielu położony jest nad samym Morzem Adriatyckim. Właściciel bardzo sympatyczny a warunki bytowe należy uznać za przyzwoite. Ceny przed sezonem umiarkowane. Krótko mówiąc "żyć nie umierać", ponieważ nic więcej nie potrzeba do dobrego wypoczynku. Na campingu czysto, nie luksusowy ale czysty węzeł sanitarny, camper service, kawiarnia z WIFI i morze za płotem. Z tego ostatniego właśnie skorzystaliśmy i zażyliśmy kąpieli w ciepłym, majowym  Morzu Adriatyckim. Woda na pewno cieplejsza niż w Bałtyku w lipcu.  Niestety na rozkoszowanie się się tym miłym miejscem mamy tylko jeden wieczór. Postanawiamy zjeść dobrą kolacją z lampką włoskiego wina. Ciepły wieczór zamienił się w noc a rano musimy ruszać dalej do San Marino. Autostrada Adriatica biegnie wzdłuż całych wschodnich Włoch. Po drodze przez cały czas widać wybrzeże adriatyckie. Podróżowanie tą trasą jest bardzo przyjemne. Docieramy do Rimini i odbijamy na San Marino. Camper dziarsko wspina się pod górę. W samym mieście uprzejma Polka wskazuje nam drogę na parking 10 dla naszego pojazdu. San Marino okazuje się przyjazne dla kamperowców. Na przestronnym parkingu (1,5 E/godz.)u samego podnóża zamku jest nawet możliwość podłączenia prądu z szafek elektrycznych za 1 E/godz. Do samego zamku możemy się dostać windą znajdującą się na parkingu wielopoziomowym oddalonym o jakieś 200 m. Miasto jest jednym wielkim zabytkiem, którego początki sięgają średniowiecza. Bardzo ładne kamieniczki położone przy wąskich uliczkach, katedra i ratusz warte są obejrzenia. Klimat tego miejsca, które jest jednocześnie strafą bezcłową tworzą dziesiątki sklepów i restauracji. Różnorodność wszelkich towarów przyprawia o ból głowy. Co ciekawe pracuje tu wielu Polaków i można bez problemu porozumieć się prawie wszędzie w ojczystym języku. Kosmetyki, ubrania, pamiątki i alkohole w szerokim wyborze. Jednak tym co najbardziej warto zobaczyć panorama z murów zamkowych na Apeniny i Adriatyk. To widok jedyny w swoim rodzaju. Choćby tylko dla niego warto wjechać na górę. Po kilkugodzinnym pobycie w Księstwie zjeżdżamy w kierunku Rimini. W okolicach miasta planujemy zostać do następnego dnia. Przejeżdżamy główną ulicą przy której znajduje się niezliczona ilość hoteli i restauracji. Dalej prywatne plaże poodgradzane od siebie. Ciągnie się to kilka kilometrów. Nocleg znajdujemy na Happy Camping Village w Bellarii. Miejsce bardzo sympatyczne, położone przy morzu. W recepcji zagadujemy po angielsku ale gdy właściciel, Włoch dowiedział się skąd jesteśmy przemówił do nas całkiem niezłą polszczyzną. Dobrą robotę wykonał zatrudniony na kempingu Polak, którego poznaliśmy nazajutrz. Dostaliśmy miejsce z widokiem na Adriatyk przy samej plaży. Camping zadbany z basenem. Miejsce zdecydowanie warte polecenia na wypoczynek. Zaliczyliśmy kąpiel w morzu i kolację w promieniach zachodzącego słońca. Chciało by się tu dłużej zostać ale czas goni nieubłaganie i niestety rano będziemy musieli wyjechać w kierunku Wenecji. Postanowiliśmy nie korzystać z autostrady i pojechać drogami lokalnymi. Trasa prowadziła przez Rawennę i Padwę. Jechaliśmy wolniej ale mogliśmy nadal podziwiać morze , miasta i wsie czyli to co w pośpiechu nam umyka. Z nieświadomości w nawigacji wpisałem Wenecja i zafascynowani widokami dotarliśmy tam gdzie nie powinniśmy czyli na Plac Rzymski. Zawrócenie camperem nie było możliwe i tak znaleźliśmy się na pętli autobusowej między postojem taxi a Carabinierami, którzy nie zwrócili na nas szczególnej uwagi. Taksówkarz wytłumaczył ma drogę na kemping, który znajduje się przed mostem. Venezia Camping Village nie ma w sobie nic szczególnego na dłuższy pobyt. Jego jedyną zaletą jest bliskość Wenecji i dobre połączenie komunikacją miejską. Na plac Rzymski wróciliśmy w kilkanaście minut autobusem. Tuż obok znajduje się przystanek tramwaju wodnego z kasami biletowymi i nabycie biletu nie stanowi żadnego problemu. Komunikacja wodna Wenecji jest bardzo dobrze rozwiązana a tramwaje pływają co kilka minut. Rejs po Grande Canale do Piazza San Marco jest doskonałą okazją do podziwiania zabytkowych budynków miasta i nietrzniania ich na zdjęciach. Naprawdę Wenecja robi bardzo duże wrażenie i powinna być jednym z podstawowych punktów programu przy wyjazdach do Włoch. Położenie tego miasta i klimat są niepowtarzalne. Nie można opisać tego wprost, to po prostu trzeba zobaczyć! Zachęcam do powrotu z przepięknego Placu św. Marka piechotą aby zobaczyć mniejsze kanały i malownicze zaułki. Spacer powrotny nie jest rzeczą łatwą gdyż wiele ulic jest ślepych i kończy się przy jakimś kanale. Zdecydowanie zalecam w wyposażenie się w mapę Wenecji, która pomoże ustrzec się niepotrzebnego błądzenia. Z bliska miasto już nie jest takie piękne. Wpływ morza na budynki jest nieszczący. Nie trzeba być znawcą aby dostrzec, że mury ulegają ciągłemu niszczeniu i na styku z wodą wyglądają fatalnie. Ceny w sklepach i restauracjach nie są niskie ale miejsce jest jedyne na świecie i trzeba to zrozumieć. Tym niemniej jakieś pamiątki w przystępnych cenach można kupić bez problemu. Zmęczeni kilkugodzinnym spacerem  wróciliśmy na kemping. Rano wybieramy się w drogę powrotną do Polski. Małe zakupy w Lidlu gdzie ceny w zasadzie nie różnią się od polskich ruszamy w stronę domu przez Austrię i Czechy. Pod wieczór docieramy do Wiednia i zatrzymujemy się na krótki postój. W zasadzie liznęliśmy trochę starego miasta w czasie dwugodzinnego zwiedzania. Warto by było wybrać się choćby na kilka dni. Noc spędzamy na stacji benzynowej w Czechach. Następnego dnia bez niespodzianek docieramy do domu. Mamy wiele pozytywnych wrażeń z wyjazdu i zadowolenia z wycieczki. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że camper jest najlepszym środkiem lokomocji przeznaczonym do turystyki objazdowej. W żaden inny sposób nie uda się tyle zobaczyć w tak krótkim czasie. Jestem pewien, że do Włoch camperem jeszcze powrócę.

Galerie Włochy 2009

Rzym, Monte Cassino, Włochy ogólnie

  • Italia1
  • Italia10
  • Italia2

Pescara, Rimini, San Marino, Wenecja

  • Pescara1
  • Pescara2
  • Pescara3