Italia - objazd camperem w 2009r.

Pierwszy etap - Rzym i Monte Cassino

Nie ma co ukrywać, rozsmakowaliśmy się po poprzednim wyjeździe camperem. W niejednej zimowej rozmowie wracaliśmy do wspomnień związanych z wyjazdem do Francji.Nastała wiosna i trzeba było postanowić dokąd się wybrać. Padła propozycja wyjazdu do Włoch tak na trochę dłużej, żeby objechać choć trochę i pozwiedzać. Termin ustaliliśmy na połowę maja ze względu na to, że jest tam jeszcze przed sezonem a więc taniej a temperatury już dużo wyższe jak u nas ale jeszcze nie upalne. Krótki wiosenny urlopek spotkał się z aplauzem i pozostało tylko wyznaczyć trasę. Zdecydowaliśmy się rozpocząć zwiedzanie Włoch od Rzymu. Trasę też wybraliśmy dłuższą przez Niemcy i Austrię z noclegiem za Monachium, ponieważ już z doświadczenia wiedzieliśmy, że parkingi są doskonale przygotowane. Wyjechaliśmy przed siódmą rano dla ominięcia porannego zakorkowania Warszawy ale nie do końca się to udało, trzeba było wyjechać z godzinę wcześniej. Dzień jazdy upłynął bez niespodzianek. Z krótkimi przerwami na kawę i obiad dojechaliśmy późnym wieczorem za Monachium i stanęliśmy na dużej stacji benzynowej na nocleg. Rano ruszyliśmy w kierunku Rzymu z postojem na śniadanko w Alpach aby coś dla ciała i dla oczu było. Na miejsce dotarliśmy wczesnym wieczorem. Na bazę postojową wybraliśmy camping Happy Village Rome położony na północ od Rzymu niedaleko zjazdu z autostrady. Jak się okazało jest to miejsce bardzo ładne i nastawione na wszelkie wygody turystów a obsługa przemiła. Przy wjeździe dostaliśmy mapkę z dojazdem i wszystkim co warto zobaczyć w Rzymie. W koszcie pobytu zagwarantowany był transport busem do najbliższej stacji kolei Roma Nord- Prima Porta. Po osiemnastu minutach kolejka dojeżdża do stacji metra Flaminio. Na kempingu jest bardzo przyjemna kawiarnia gdzie można degustować włoskie wina oraz inne trunki i napoje. Serwowana jest także bardzo dobra pizza prosto z pieca w różnych smakach. Tuż przy niej znajduje się basen, z którego nie omieszkaliśmy skorzystać zarówno po długiej drodze jak i po trudach zwiedzania Rzymu. Pierwszego dnia pobytu postanowiliśmy wybrać się do Watykanu. Po dojechaniu do Flaminio spacerkiem dotarliśmy na plac Św. Piotra jeszcze nie bardzo zaludniony, ponieważ do rozpoczęcia mszy zostało trochę czasu. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Bazyliki Św. Piotra. Kunszt artystów oraz dzieła sztuki zbierane przez wieki zadziwiają a dodatkowo czuje się podniosła atmosferę tam panującą. Następnie udaliśmy się do Grot Watykańskich obejrzeć groby Papierzy i oddać cześć Janowi Pawłowi II. Weszliśmy o dziwo bez żadnej kolejki. Potem krótki spacer przy Ogrodach Watykańskich i powrót na Plac gdzie rozpoczynała się msza. W końcu "być w Rzymie i Papieża nie widzieć...". Postanowiliśmy dalej poszwendać się po Rzymie. Przejechaliśmy jedną staję metra do Spagny i zaraz po wyjściu byliśmy przy Schodach Hiszpańskich gdzie są organizowane wspaniałe pokazy mody a u ich podnóża jest śliczna fontanna zwana łódeczką Barcaccia. Zajrzeliśmy do sklepu Prady ale torebki po 900 euro średnio nam się podobały. Kilka przecznic dalej jest jedna z najsłynniejszych fontann na świecie a mianowicie Fontanna di Trevi mająca 20m szerokości i 26m wysokości. Wspaniałe rzeźby robią bardzo duże wrażenie. Jeszcze udało nam się dotrzeć na Plac Wenecki i na tym nasz zapał do poznawania Rzymu się skończył. Zobaczyliśmy i tak bardzo dużo jak na jeden dzień. Podążyliśmy w stronę kempingu aby odpocząć po całodziennym zwiedzaniu, zjeść dobrą pizzę i zrelaksować się w basenie. Następnego dnia postawiliśmy na historię starożytną. Dojechaliśmy metrem do stacji Colosseo i po wyjściu ze stacji stanęliśmy od razu przed celem naszej podróży, od którego dzieliła nas tylko ulica. Po odstaniu w kilkunastominutowej kolejce mogliśmy podziwiać dzieło starożytnych budowniczych. Bilet kosztuje 12 euro i pozwala także obejrzeć inne zabytki w pobliżu . W Koloseum nie zostało wiele z dawnej jego świetności tym niemniej nadal zadziwia swoja wielkością. Następnym zabytkiem na naszej drodze było Forum Romanum.Jest to w zasadzie wielki kompleks zabytkowy, który kiedyś był centrum administracji, życia i rozrywki Rzymu. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od odpoczynku w cieniu historycznych budowli, ponieważ temperatura oscylowała w granicach 30 stopni. Ugasiliśmy pragnienie i ruszyliśmy dalej. W domu Augustyna obejrzeliśmy niewielką wystawę poświęconą początkowi Wiecznego Miasta za zbiorem wykopalisk archeologicznych. Dalej zwiedziliśmy niezliczone świątynie, łuki triumfalne i urzędy starożytnego miasta. Przez lata cały teren był niszczony i plądrowany, dlatego trzeba mieć sporo wyobraźni aby widzieć jak pięknie wszystko musiało wyglądać za czasów świetności. Teren do zwiedzenia wynosi około 5 hektarów i trzeba się zarezerwować kilka godzin na jego zwiedzenie. Ostatnim miejscem, które postanowiliśmy zobaczyć był Panteon. Już mocno zmęczeni postanowiliśmy dojechać autobusem. Na placu z piękną fontanną jest mnóstwo knajpek, jak się okazało nie tanich. W jednej z nich posililiśmy się przekąską z szynki parmeńskiej (11 euro) i zimnym piwem (6,5 euro). Sam Panteon jest świątynią poświęconą wszystkim bogom. Wspinała kopułowa budowla z wielkimi kolumnami w środku i bogato zdobionymi i rzeźbionymi ścianami zwieńczona jest kopułą z kasetonów. Oświetlenie wnętrza zapewnia światło wpadające przez otwór umieszczony w zwieńczeniu kopuły. Zabytek jest w doskonałym stanie. Na tym zakończyliśmy zwiedzanie Rzymu. Wróciliśmy na kemping aby odpocząć przed rannym wyjazdem nad Adriatyk. Włączyliśmy telewizor i oddając się błogiemu lenistwu oglądaliśmy wiadomości. Okazało się, że właśnie mija 65 rocznica bitwy pod Monte Cassino. Z informacji wynikało, że Prezydent Lech Kaczyński brał udział w obchodach rocznicy. W jednej chwili zdecydowaliśmy się zmienić nasz plan podróży i rano tam pojechać. Wyjechaliśmy z Rzymu obwodnicą i dalej autostradą bez problemu dotarliśmy do odległego o 140 km celu. Camper dziarsko wdrapał się pod górę na parking przy samym klasztorze. Niestety nie dane nam było zwiedzić opactwa ze względu na sjestę ( 12.30-15.30). Cóż, nie wszystko można przewidzieć. Zjechaliśmy na cmentarz odwiedzić groby naszych rodaków. Odnieśliśmy wrażenie jakby nasza delegacja państwowa przed chwilą opuściła to miejsce, zastaliśmy świeże kwiaty w wieńcach. Miejsce jest szczególne, choć tak daleko od Polski, przepełnione polskością od samego wejścia do orła górującego na zboczu nad grobami. Ruszamy dalej na wschód ku Adriatykowi.

Drugi etap - włoskie wybrzeże Adriatyku, Wenecja, Wiedeń i powrót do Polski

camping-wenecjaPierwszym naszym celem jest Pescara lub jej okolice. Miasto położone nad samym morzem adriatyckim, od którego chcemy zacząć naszą wędrówkę na północ do Wenecji. Trasa z Monte Cassino  do Pescary jest łatwa i przyjemna bez trudnych podjazdów i zjazdów a łagodne zakręty nie wymuszają od kierowcy koncentracji tylko na jeździe.  Możemy rozkoszować się wspaniałymi krajobrazami Abruzyjskiej części Apeninów i świeżymi truskawkami zakupionymi w Cassino. U nas maj jest pierwszym ciepłym miesiącem a we Włoszech temperatury oscylują już na stałe w okolicach 24-26 stopni a więc w pobliżu naszych temperatur letnich. Zieleń łąk w malowniczych górskich dolinach Apeninów jest już pokryta kwiatami a w oddali szczyty górskie pokryte śniegiem. Takich widoków się nie zapomina a podróż staje się bardzo przyjemna. Muszę przyznać , że góry potrafią zaskakiwać. Camper dowiózł nas w najwyższe partie gór a za oknami nadal cieplutko. Wjechaliśmy do tunelu a przy wyjeździe ukazał nam się zupełnie inny krajobraz. Wszystko pokryte świeżym śniegiem a temperatura spadła do 6 stopni. Po kilku kilometrach wszystko wróciło do normy a więc do aury letniej. Niestety to nie koniec niespodzianek. Po camperze zaczął się rozchodzić dotkliwy smród, którego źródła nie dało się się nosem zlokalizować. Stanęliśmy na parkingu i rozpoczęły się poszukiwania, które zakończyły się dla nas zaskakująco. Okazało się, że przyczyną smrodu były truskawki albo ich opakowanie co przesądziło o końcu degustacji tych owoców. Dotarliśmy do Pescary późnym popołudniem. Zrobiliśmy zakupy i ruszyliśmy na poszukiwanie jakiegoś campingu. Niestety w mieście nic nie znaleźliśmy. Dopiero po wyjeździe na północ w kierunku Pineto po kilkunastu kilometrach trafiliśmy na Camping International Torre Cerrano. Jako jeden z niewielu położony jest nad samym Morzem Adriatyckim. Właściciel bardzo sympatyczny a warunki bytowe należy uznać za przyzwoite. Ceny przed sezonem umiarkowane. Krótko mówiąc "żyć nie umierać", ponieważ nic więcej nie potrzeba do dobrego wypoczynku. Na campingu czysto, nie luksusowy ale czysty węzeł sanitarny, camper service, kawiarnia z WIFI i morze za płotem. Z tego ostatniego właśnie skorzystaliśmy i zażyliśmy kąpieli w ciepłym, majowym  Morzu Adriatyckim. Woda na pewno cieplejsza niż w Bałtyku w lipcu.  Niestety na rozkoszowanie się się tym miłym miejscem mamy tylko jeden wieczór. Postanawiamy zjeść dobrą kolacją z lampką włoskiego wina. Ciepły wieczór zamienił się w noc a rano musimy ruszać dalej do San Marino. Autostrada Adriatica biegnie wzdłuż całych wschodnich Włoch. Po drodze przez cały czas widać wybrzeże adriatyckie. Podróżowanie tą trasą jest bardzo przyjemne. Docieramy do Rimini i odbijamy na San Marino. Camper dziarsko wspina się pod górę. W samym mieście uprzejma Polka wskazuje nam drogę na parking 10 dla naszego pojazdu. San Marino okazuje się przyjazne dla kamperowców. Na przestronnym parkingu (1,5 E/godz.)u samego podnóża zamku jest nawet możliwość podłączenia prądu z szafek elektrycznych za 1 E/godz. Do samego zamku możemy się dostać windą znajdującą się na parkingu wielopoziomowym oddalonym o jakieś 200 m. Miasto jest jednym wielkim zabytkiem, którego początki sięgają średniowiecza. Bardzo ładne kamieniczki położone przy wąskich uliczkach, katedra i ratusz warte są obejrzenia. Klimat tego miejsca, które jest jednocześnie strafą bezcłową tworzą dziesiątki sklepów i restauracji. Różnorodność wszelkich towarów przyprawia o ból głowy. Co ciekawe pracuje tu wielu Polaków i można bez problemu porozumieć się prawie wszędzie w ojczystym języku. Kosmetyki, ubrania, pamiątki i alkohole w szerokim wyborze. Jednak tym co najbardziej warto zobaczyć panorama z murów zamkowych na Apeniny i Adriatyk. To widok jedyny w swoim rodzaju. Choćby tylko dla niego warto wjechać na górę. Po kilkugodzinnym pobycie w Księstwie zjeżdżamy w kierunku Rimini. W okolicach miasta planujemy zostać do następnego dnia. Przejeżdżamy główną ulicą przy której znajduje się niezliczona ilość hoteli i restauracji. Dalej prywatne plaże poodgradzane od siebie. Ciągnie się to kilka kilometrów. Nocleg znajdujemy na Happy Camping Village w Bellarii. Miejsce bardzo sympatyczne, położone przy morzu. W recepcji zagadujemy po angielsku ale gdy właściciel, Włoch dowiedział się skąd jesteśmy przemówił do nas całkiem niezłą polszczyzną. Dobrą robotę wykonał zatrudniony na kempingu Polak, którego poznaliśmy nazajutrz. Dostaliśmy miejsce z widokiem na Adriatyk przy samej plaży. Camping zadbany z basenem. Miejsce zdecydowanie warte polecenia na wypoczynek. Zaliczyliśmy kąpiel w morzu i kolację w promieniach zachodzącego słońca. Chciało by się tu dłużej zostać ale czas goni nieubłaganie i niestety rano będziemy musieli wyjechać w kierunku Wenecji. Postanowiliśmy nie korzystać z autostrady i pojechać drogami lokalnymi. Trasa prowadziła przez Rawennę i Padwę. Jechaliśmy wolniej ale mogliśmy nadal podziwiać morze , miasta i wsie czyli to co w pośpiechu nam umyka. Z nieświadomości w nawigacji wpisałem Wenecja i zafascynowani widokami dotarliśmy tam gdzie nie powinniśmy czyli na Plac Rzymski. Zawrócenie camperem nie było możliwe i tak znaleźliśmy się na pętli autobusowej między postojem taxi a Carabinierami, którzy nie zwrócili na nas szczególnej uwagi. Taksówkarz wytłumaczył ma drogę na kemping, który znajduje się przed mostem. Venezia Camping Village nie ma w sobie nic szczególnego na dłuższy pobyt. Jego jedyną zaletą jest bliskość Wenecji i dobre połączenie komunikacją miejską. Na plac Rzymski wróciliśmy w kilkanaście minut autobusem. Tuż obok znajduje się przystanek tramwaju wodnego z kasami biletowymi i nabycie biletu nie stanowi żadnego problemu. Komunikacja wodna Wenecji jest bardzo dobrze rozwiązana a tramwaje pływają co kilka minut. Rejs po Grande Canale do Piazza San Marco jest doskonałą okazją do podziwiania zabytkowych budynków miasta i nietrzniania ich na zdjęciach. Naprawdę Wenecja robi bardzo duże wrażenie i powinna być jednym z podstawowych punktów programu przy wyjazdach do Włoch. Położenie tego miasta i klimat są niepowtarzalne. Nie można opisać tego wprost, to po prostu trzeba zobaczyć! Zachęcam do powrotu z przepięknego Placu św. Marka piechotą aby zobaczyć mniejsze kanały i malownicze zaułki. Spacer powrotny nie jest rzeczą łatwą gdyż wiele ulic jest ślepych i kończy się przy jakimś kanale. Zdecydowanie zalecam w wyposażenie się w mapę Wenecji, która pomoże ustrzec się niepotrzebnego błądzenia. Z bliska miasto już nie jest takie piękne. Wpływ morza na budynki jest nieszczący. Nie trzeba być znawcą aby dostrzec, że mury ulegają ciągłemu niszczeniu i na styku z wodą wyglądają fatalnie. Ceny w sklepach i restauracjach nie są niskie ale miejsce jest jedyne na świecie i trzeba to zrozumieć. Tym niemniej jakieś pamiątki w przystępnych cenach można kupić bez problemu. Zmęczeni kilkugodzinnym spacerem  wróciliśmy na kemping. Rano wybieramy się w drogę powrotną do Polski. Małe zakupy w Lidlu gdzie ceny w zasadzie nie różnią się od polskich ruszamy w stronę domu przez Austrię i Czechy. Pod wieczór docieramy do Wiednia i zatrzymujemy się na krótki postój. W zasadzie liznęliśmy trochę starego miasta w czasie dwugodzinnego zwiedzania. Warto by było wybrać się choćby na kilka dni. Noc spędzamy na stacji benzynowej w Czechach. Następnego dnia bez niespodzianek docieramy do domu. Mamy wiele pozytywnych wrażeń z wyjazdu i zadowolenia z wycieczki. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że camper jest najlepszym środkiem lokomocji przeznaczonym do turystyki objazdowej. W żaden inny sposób nie uda się tyle zobaczyć w tak krótkim czasie. Jestem pewien, że do Włoch camperem jeszcze powrócę.

Galerie Włochy 2009

Rzym, Monte Cassino, Włochy ogólnie

  • Italia1
  • Italia10
  • Italia2

Pescara, Rimini, San Marino, Wenecja

  • Pescara1
  • Pescara2
  • Pescara3