Jedziemy busem do Albanii

 Zebraliśmy się koło północy i wyruszyliśmy na południe. W samochodzie poza bagażem znalazły się duże zapasy jedzenia      na drogę. Trasa przez Bratysławę i Budapeszt pokrywa się częściowo z poprzednimi wyjazdami do Czarnogóry. Dalej natomiast jedziemy w kierunku Belgradu. Ze względu na odległość, którą mieliśmy pokonać wybraliśmy przejazd autostradami co akurat w tym kierunku jest niedrogie, ponieważ wiąże się z wykupieniem na dużą cześć trasy winiet a nie opłatą                z kilometra. Trasa można by rzec jednostajna i nudna ale taka miała być. Nikt w końcu nie lubi niespodzianek po drodze.   Przed przejściem granicznym między Węgrami a Serbią stanęliśmy w potwornym korku. Znaki informowały, że obywatele UE jadą lewym pasem bez kolejki. Do granicy pewnie z kilometr a tu na kilku pasach soją setki samochodów w większości           na tablicach rejestracyjnych krajów Unii. Pomyśleliśmy, że mamy kolejkę do przejścia granicznego bez kolejki. Pogodziliśmy się już z myślą o długim oczekiwaniu. Powoli kolejka posuwała się do przodu i w pewnym momencie wszyscy przed nami zaczęli zjeżdżać w prawo. Nagle okazało się, że jakieś 300m przed granicą mamy przed sobą pusty pas do samego przejścia. Podjechaliśmy do bramki dla obywateli unii i praktycznie przejechaliśmy na Serbię od razu. Domyśleliśmy się od razy, że w tym wielkim korku tylko samochody pochodziły z Unii, kierowcy nie. Emigranci wracali do domu na urlop.
Przed nami było jeszcze kilka godzin jazdy, ponieważ nocleg zaplanowaliśmy w Niszu na południu Serbii. Mieliśmy tam zarezerwowany mały pensjonat Vinik Rooms na uboczu. Cena noclegu 25E za dwie osoby ze śniadaniem, zresztą bardzo smacznym i sytym. Hotelik nowy, pokoje czyste a właściciel bardzo miły. Dotarliśmy na nocleg koło godziny 20tej. Odświeżyliśmy się po długiej drodze i postanowiliśmy uczcić przybycie małym drinkiem, po którego musieliśmy pójść            na parking do przepastnego bagażnika naszego samochodu. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do baru aby pozyskać trochę lodu. Otrzymaliśmy go po bardzo miłej wymianie zdań połączonej z degustacją nad wyższością Żubrówki nad rakiją lub odwrotnie. Po ponad dwudziestogodzinnej jeździe bardzo docenia się wygodne łóżko. Rano po sytym śniadaniu ruszamy przez Macedonię w kierunku Albanii. Wczesnym popołudniem docieramy nad jezioro Ochrid gdzie robimy przerwę w podróży przed wjazdem do Albanii. Jest ono bardzo ładnie położone między górami i stanowi duży ośrodek wypoczynku dla mieszkańców Macedonii z zagospodarowanymi plażami i restauracjami. Myślę, że to miejsce można polecić nawet dłuższy pobyt urlopowy. Ruszamy dalej i po kilkunastu kilometrach przekraczamy granicę albańską prze małe przejście w Kjafasan. Wjazd do Albanii nie nastraja nas optymistycznie. Widzimy pasące się kozy na zboczu góry i za chwilę potwornie zaśmiecony potok.                 Na szczęście nie przejęliśmy się tym bardzo i im dalej w głąb kraju było lepiej i ładniej. Z okien samochodu Albania wcale nie okazała się krajem brudnym. Kierujemy się na zachód w kierunku morza aby tam skręcić na południu w kierunku Himare.    Przy tej okazji należy wspomnieć o albańskich drogach, ponieważ naczytałem się w internecie wielu nieprawdziwych informacji włącznie z tym , że mogą się niespodziewanie kończyć. Drogi są dobre. Jedynym miejscem gdzie się nam skończył asfalt na odcinku około 500m było bodajże miasto Elbasan ale było to normalnie oznakowane. Dobrze także jeździ się autostradami. Należy tylko zwalniać przed mostami ze względu na to, że często różnica poziomu jezdni i mostu może wynosić kilka centymetrów co skutkuje przy szybkości ok. 100km/h sporym dyskomfortem. Do Vlore dojechaliśmy w miarę szybko          i zostało na do celu około 70km. Zdziwiłem się, ponieważ nasza nawigacja pokazała czas dojazdy 2,5 godziny.                  Kraje bałkańskie nie są doskonale pokryte mapach i w związku z tym uważałem, że dotrzemy szybciej. Tym razem jednak nawigacja się nie myliła. Za miejscowością Orikum droga odjeżdża znad morza w kierunku gór i zaczyna się wspinaczka         z niezliczonymi zakrętami, podjazdami i zjazdami. Busem niestety nie da rady tam jechać szybko. Z gór zjechaliśmy               do samego Himare późnym wieczorem. Ze znalezieniem hotelu nie mieliśmy żadnego problemu. Położony jest przy głównej ulicy poza centrum przy samej plaży. Zakwaterowanie przebiegło bardzo szybko a pokoje przerosły nasze oczekiwania.        Na początek było super.

 

Ciąg dalszy niebawem!

Galeria Albania

Tu postaram się dodawać fotki z trasy i pobytu w Albanii.

  • IMG_0553
  • IMG_0559
  • IMG_0566